fbpx
Wywiad

Najważniejsze na turniejach są dzieci, a niektórzy o tym zapominają

2 stycznia 2022
2 min czas czytania

Czy warto starać się o to, żeby zabierać drużyny na turnieje zagraniczne i międzynarodowe? Na co należy zwrócić uwagę przed zdecydowaniem się na taki wyjazd? Co on może dać młodym chłopakom? Czy w Polsce są też mocne turnieje rangi międzynarodowej? Czym charakteryzuje się dobrze zorganizowany turniej? Rozmawiamy z Łukaszem Matusikiem, obecnym prezesem MKS-u Fablok Chrzanów, organizatorem turniejów dla dzieci i młodzieży, a zarazem trenerem, który często i gęsto uczestniczył w różnych rozgrywkach.

Turnieje zagraniczne i międzynarodowe dla dzieci i młodzieży – polecasz każdemu i wręcz zachęcasz innych trenerów do tego, żeby mocno starali się o takie wyjazdy poprzez szukanie sponsorów, dofinansowań itd.? Czy nie jest to warte całego zachodu i lepiej szukać turniejów w Polsce, które są dobrze obsadzone, gdzie też jest fajny poziom sportowy?

️ Będąc trenerem rocznika 2006 MKS-u Fabloku Chrzanów spędziłem wiele czasu na różnych turniejach. Byłem w wielu miejscach w Polsce, a także pokusiłem się o zagranicę. Trochę się zawiodłem, gdyż uważam, że w Polsce jest wiele turniejów, które są lepiej zorganizowane niż te poza granicami naszego kraju. Aczkolwiek ten mój obraz może być mocno zakrzywiony, bo na krajowym podwórku brałem udział w niezliczonych liczbach turniejów, a za granicą to tylko epizod. Jednak na pewno warto jeździć i sprawdzać, na jakim poziomie pod względem organizacji, jest dany turniej.

Po kilku podróżach po Polsce łatwo dojść do wniosków, na które turnieje warto jeździć, a które omijać szerokim łukiem.

A co z turniejami zagranicznymi?

️ Jeżeli chodzi o turnieje zagraniczne to jak najbardziej je polecam, ale opierałbym wybór rozgrywek na sprawdzonych organizatorach i opiniach ludzi, którzy już tam byli, chociaż raz. Polecałbym też zabierać na taki wyjazd tłumacza, jeśli sami nie znamy dobrze języka kraju, do którego się wybieramy. Bo przez tę barierę językową wynikają później nieporozumienia, niedociągnięcia i dodatkowe problemy natury komunikacyjnej. My byliśmy na International Carnival Cup w Hiszpanii i przyznam, że jestem zawiedziony. Bo kosztowało to nas sporo zachodu oraz pieniędzy, gdzie wiązaliśmy z tymi rozgrywkami duże nadzieje, a w swoim imieniu powiem, że się zawiodłem. Było wiele niedociągnięć ze strony organizatora, które nie powinny się wydarzyć.

Co było nie tak z tym turniejem, na którym, co roku występuje wiele drużyn z całego świata a wśród nich są też wielkie marki tj. Manchester City, FC Barcelona czy Real Madryt?

️ Pierwsza rzecz to mentalność Hiszpanów. Gdy Polak pierwszy raz zderza się z tym to trudno mu pewne rzeczy zrozumieć i do tego przywyknąć. Chodzi mi o to, że oni na wszystko mają czas, nie spieszą się, choć czasem, wręcz sytuacja tego wymaga. Do meczu mamy 30 minut, a gość, który jest odpowiedzialny za to, żeby nas dowieźć na boisko spod hotelu, odpala sobie papierosa, bo on sądzi, że zdąży. Okej, ale, gdzie tu czas na przebranie się zawodników, rozgrzewkę, odprawę itd.? Wysiadasz z autobusu i musisz prędko się przebrać, żeby zdążyć na pierwszy gwizdek sędziego. Bardzo mi się to nie podobało. Do tego też chłopcy za bardzo sobie nie pograli, jeśli chodzi o liczbę minut. Zestawiając to z innymi turniejami w Polsce to młodzi zawodnicy nie zdążyli nacieszyć się grą.

Już pomijam fakt, że w Hiszpanii w kategorii U-13 grają w drużynach jedenastoosobowych, na większym boisku i bramkach, a my na co dzień rywalizowaliśmy w dziewięcioosobowych zespołach. Trudno nam było to przeskoczyć podczas tych rozgrywek, gdzie nasi rywale trenują i rywalizują w tym systemie od jakiegoś czasu, a dla nas była to nowość. Oczywiście, zasady turnieju znaliśmy wcześniej. Wiedzieliśmy, na co się piszemy. Bardzo chcieliśmy tam pojechać. Była to dla nas przygoda życia. W Polsce rywalizowaliśmy na równym poziomie ze wszystkimi drużynami w roczniku 2006, choć nie zawsze wygrywaliśmy. Jednak nigdy nie dochodziło do takich sytuacji, żebyśmy wysoko przegrywali lub odstawali poziomem. Dlatego chcieliśmy sprawdzić się w Hiszpanii. Traktowaliśmy też te rozgrywki jako nagrodę za poczynania naszej drużyny w kraju, bo na tamten czas byliśmy naprawdę mocni i każdy musiał się z nami liczyć. Szkoda, że ten turniej nie był rozgrywany systemem 9v9, bo wtedy byłoby to realne odzwierciedlenie tego, co moi chłopcy potrafią i znaczą w Europie.

Kwakowo to wieś mająca zaledwie 650 mieszkańców, gdzie przez kilka lat funkcjonował klub Olimpijczyk. Nie mieli struktur młodzieżowych, bazowali na zawodnikach tylko z okolicznych wiosek, a zbudowali zespół, który był w stanie rywalizować z najlepszymi drużynami w Polsce do kategorii U-15. Wywalczyli awans do Centralnej Ligi Juniorów i tam się utrzymali. Trener Krzysztof Muller mówił, że jedną z przyczyn, że im udało się zbudować tak silną ekipę, były turnieje zagraniczne, na które jeździli min. raz w roku do Holandii, Włoszech, Danii, Austrii, Hiszpanii, czy Słowacji. Szkoleniowiec podkreślał, że po każdym takim wyjeździe jego drużyna wracała do Polski z większą wiarą w siebie, bardziej zmotywowana do dalszej pracy i głodna kolejnych spotkań, co udowadniali później na ligowym podwórku. Ty też to zaobserwowałeś po swoim zespole i turniejach rangi międzynarodowej?

️ Mieliśmy okazję rywalizować ze sobą na Deichmann Cup i muszę przyznać, że była to kapitalna drużyna. Mogę się zgodzić z spostrzeżeniem  trenera Olimpijczyka Kwakowo, bo to fatycznie jest taki dodatkowy bodziec do pracy dla zawodników. Rywalizacja z zagranicznymi drużynami tj. PSG, Juventus Turyn, Manchester City, czy FC Barcelona powodowała to, że ci chłopcy później wychodzili na topowe drużyny w Polsce czyt. Lech Poznań, Legia Warszawa czy Śląsk Wrocław bez żadnych skrupułów i kompleksów. Jednak w przypadku Olimpijczyka mówimy bardziej o turniejach rangi międzynarodowej organizowanych za granicą, a ja więcej takich zaznałem w Polsce. Coraz więcej na naszym podwórku pojawia się takich rozgrywek, ale nie wszystkie są dobrze zorganizowane. Aczkolwiek znajdziemy również takie turnieje, które organizuje np. Tomasz Popiela, które są świetne pod każdym względem.

Jaki to jest turniej dobrze zorganizowany?

️ Podstawą takiego turnieju jest dobre planowanie, gdzie wszystkie aspekty turniejowe są załatwione i dopięte na ostatni guzik. Mowa o boiskach, które są dostosowane do pory roku i aktualnej pogody. Jeśli mamy okres letni to gramy na trawie, a jesienno-zimowy to na sztucznej pod balonem lub hali. Najważniejsze na turniejach są dzieci, a niektórzy o tym zapominają. One muszą czuć się komfortowo i mieć zagwarantowane to, że na takim turnieju zbiorą sporą liczbę minut. Żeby nie było tak, że zespół gra jeden mecz, odpada z rozgrywek i musi wracać do domu. Ważne też są krótkie przerwy między spotkaniami. Kończy się jedno spotkanie – kilka minut oddechu lub jeden mecz przerwy i gramy kolejny. Nieraz można spotkać się z takimi rozgrywkami, gdzie odstępy między meczami wynoszą ponad godzinę, co jest totalnym niedopatrzeniem ze strony organizatora. Bardzo ważny jest też dobór rywali o podobnych umiejętnościach. Rozumiem, że nie zawsze da się odpowiednio zestawić ze sobą drużyny. Aczkolwiek można ustalić taką formę rozgrywek, gdzie po pierwszym dniu rywalizacji, wiemy, kto jest na jakim poziomie i drugiego dnia są podzielone już pod względem umiejętności.

Uważam, że też istotną rzeczą są nagrody, nie tylko medale i puchary, ale też jakieś drobiazgi, żeby każdy uczestnik wyjechał z czymś z takiego turnieju.

Nieraz jest tak, że jakaś mała rzecz bardzo cieszy dzieci i to mocno doceniają.

Co jest najtrudniejsze w organizacji turniejów? Pytam, bo też masz doświadczenie w tym temacie, na twoich barkach spoczywa Cutline Cup.

️ Jesteśmy cały czas w okresie pandemii, który powoduje, że nie jesteśmy do końca wszystkiego przewidzieć przy organizacji turnieju, który jest dużym przedsięwzięciem, gdzie nieraz bierze udział 400 dzieci, 30 drużyn, które trzeba zakwaterować w trzech hotelach. Z uwagi na ten specyficzny okres to w każdej chwili możemy otrzymać telefon: “moja drużyna jest na kwarantannie”, co nam burzy całą organizację rozgrywek. Ciężko jest czasem wyprostować takie nagłe sytuacje, gdy już masz wszystko uszykowane i zaplanowane. Pandemia powoduje straszną dezorganizację. Ostatnio miałem taką sytuację, że pięć drużyn wycofało mi się w czwartek, a już w sobotę miał się odbyć turniej. Nie jesteś w stanie odpowiednio zareagować w tak krótkim czasie. Przy organizacji turniejów najważniejsze jest planowanie wszystkiego z dużym wyprzedzeniem, żeby mieć nad tym pełną kontrolę. Pandemia sprawia, że organizator nieraz ma spore problemy i musi się nieźle nagimnastykować, żeby turniej w ogóle się odbył, miał sens, a ci co na niego przyjeżdżają, żeby byli zadowoleni. Do tego też wymieniłbym nieodpowiedzialnych trenerów, którzy zgłaszają swoje zespoły, a później nie przyjeżdżają na turniej, nie dając żadnego sygnału organizatorowi. Taki szkoleniowiec nie zdaje sobie sprawy, że on psuje rywalizację innym dzieciom i stwarza wielki kłopot organizatorowi.

Wspomniałeś o tym, że sporo jeździłeś po turniejach ze swoją drużyną rocznika 2006, który najbardziej zapadł tobie w pamięci?

️ Ciężko wymienić tylko jeden turniej, choć od razu nasuwa się Number One Cup w Gdańsku, z uwagi na piorunującą obsadę tj. Feyenoord, PSG, Juventus, Bayer Leverkusen, Sparta Praga, Inter Mediolan, Everton, czy West Ham United. Doszliśmy w 2018 roku do TOP 8 tego turnieju jako jedyna drużyna z Polski, choć przyjechały tam też takie ekipy jak: Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Lubin czy GKS Katowice. Wspomnienie, które zostaje na całe życie. W ćwierćfinale przegraliśmy po rzutach karnych z PSG, które ostatecznie zajęło drugie miejsce w turnieju. Lepszy od nich okazał się tylko Everton. Nie mamy się czego wstydzić. Z tyłu głowy zostaje kuriozalna sytuacja, po której straciliśmy bramkę – ewidentny błąd sędziego. Miałem wtedy drużynę kompletną, charakterną i ambitną i to też pokazali w tym starciu. Czuli się pokrzywdzeni golem na 0:1, a i tak od razu ruszyli do przodu, żeby wyrównać, co im się udało, a następnie dążyli do zwycięstwa. Było blisko. Na pewno muszę też wspomnieć Api Cup Zakopane, bo jest to turniej, w którym regularnie braliśmy udział i raz udało nam się go wygrać. Bardzo lubiłem Profbud Cup organizowany przez Beniaminka Krosna. Pod względem organizacji jeden z najlepszych w Polsce. Muszę jeszcze wymienić Deichmann Mini mistrzostwa, który wygraliśmy w kategoriach U-9, U-11 i U-13. Przy tym ostatnim nagrodą główną był wyjazd do Dortmundu na spotkanie z Łukaszem Piszczkiem i mecz Bundesligi.

Co się stało z tymi chłopcami z rocznika 2006, których prowadziłeś w Fabloku Chrzanów? Była to mocna ekipa, która rywalizowała jak równy z równy z każdym w Polsce i potrafiła też się postawić rówieśnikom z PSG czy Juventusu. Gdzie są teraz?

️ Rozeszli się po całej Polsce, gdy skończyli wiek młodzika. Jeden chłopak jest w Legii Warszawa. Dwóch zawodników jest w Wiśle Kraków, a trzech w Cracovii. Do tego jeszcze dochodzą takie kluby jak: Stadion Śląski Chorzów, Zagłębie Sosnowiec czy Wieczysta Kraków. Kilku też zrezygnowało z gry w piłkę, też ci, którzy mieli predyspozycje, ale może im zabrakło wiary w siebie, parcia lub wsparcia od rodziców? Mówiliśmy o Number One Cup to chłopak, który dostał nagrodę MVP tego turnieju, zrezygnował z gry w piłkę, a był fantastyczny. Szkoda, ale fajnie, że większość próbuje swoich sił i odgrywa kluczowe role w wielkich akademiach. W Fabloku dalej szkolimy, mamy kolejne drużyny, ale na pewno bardzo trudno będzie nam powtórzyć sukcesy rocznika 2006.

FCapp Team
O AUTORZE

Ekipa pasjonatów sportów, w szczególności piłki. Teksty pisze w zasadzie cały zespół, czasem również przy współpracy zewnętrznych redakcji związanych ze środowiskiem piłkarskim.

Udostępnij